Listy



1908

Kochani rodzice, przedwczoraj byliśmy u babci Frassati i dała nam pięknych róż. W Pollone jest ładna pogoda. A w Turynie? Jak się czuje Delfina? Jak Frau Dagnele? Jak mama? Jak papa? Rudy kot wchodzi do pokoju babci, żeby szukać szarego. Przez wszystkie te dni, kiedy była ładna pogoda, chodziliśmy do ogrodu. Przyjeżdżajcie prędko do Pollone. Są piękne róże, a także maki, geranium i wanilia. Dziadek jest zdrów, babcia też, ciocia też. Wieczorem chodzę z babcią do ogrodu, a potem o dziewiątej do łóżka. Dziś się zbudziłem o pół do dziewiątej, a gdy zjadłem, było pół do dziesiątej. Luciana zbudziła się o ósmej. Wiele całusów dla mamy i papy od waszego kochanego Pier Giorgia.

DO CARLO BELLINGERIEGO Pollone

29 września 1919

Kochany Carlo, po długim milczeniu nareszcie mam jakieś wiadomości o tobie. Zgnębiło mnie to, że chyba nie składałeś egzaminów. Co będziesz robił? Czy zamierzasz powtarzać rok, czy raczej przejdziesz na wydział rolniczy? Radziłbym ci przenieść się do Perugii; niewiele jest miast równie pięknych, a jedzenie jest tam dobre i dosyć tanie. Mam programy królewskiego uniwersytetu opublikowane w 1919, chętnie bym, je przesłał, jeśli mogą ci się na coś przydać. Pozdrowienia dla wszystkich twoich bliskich od nas wszystkich, ciebie ściskam serdecznie - Pier Giorgio.

Albissola Marina

27 lipca 1920

Kochana mamo, siedzę tu w Albissoli. Przybyłem w stanie godnym pożałowania, brudny jak świnia. Teraz wiedzie mi się bardzo dobrze, już cztery razy kąpałem się w morzu. Laura i Marino upierają się, żebym tu został na parę dni, ale czas biegnie i zbliża się pora, gdy trzeba wrócić do nauki. Pozdrowienia i całusy od Pier Giorgia. Pozdrowienia od Laury i Andresa, Mariny, Clelii i Mario.

Pollone

16 września 1920

Kochany Carlo, wczoraj poszedłem na Monte Mucrone, gdzie odprawiona była Msza Święta. Ale mgła nie dała nam podziwiać cudownej panoramy, jaką się tam zazwyczaj widzi z góry. Pierwszego października przyjadę do Turynu, aby się uczyć razem z jednym z moich kolegów. Mam nadzieję, że wtedy cię zobaczę. Dwudziestego drugiego września staję przed listisją wojskową w Bielli. Jedenastego września byłem na obiedzie z poborowymi z Pollone; jedliśmy tak późno, o trzeciej po południu, że wieczorem, w porze kolacji, już nic nie jadłem. Dowiaduję się, że w Turynie był zjazd lewicy ludowców. Czy brałeś w nim udział? Napisz parę słów. Ukłony dla twoich bliskich, pozdrowienia dla twojej siostry, dla ciebie uścisk dłoni i ucałowania od Pier Giorgia.

DO ANTONIA VILLANIEGO Berlin

17 marca 1921

Kochany Villani, dopiero dziś poznałem doktora Sonnenscheina, miłego księdza, który mówi dosyć dobrze po włosku i zajmuje się również Włochami mieszkającymi w Berlinie. Pytałem o katolicki ruch studencki i dowiedziałem się, że jakaś jedna dziesiąta część studentów berlińskich jest naszego wyznania. Działalność dr Sonnenscheina, która od 15 lat miała na celu przygotowanie młodzieży studenckiej do życia w społeczeństwie, dziś - z powodu nędzy, jaka się przejawiła w tej warstwie społecznej - musiała się skupić raczej na udzielaniu pomocy i szukaniu dla młodych pracy, aby mogli sprostać drożyźnie żywności. Organizacja ta dokładnie odpowiada naszej, jest niezależna od innych organizacji katolickich; istnieją jednak koła, w których się spotykamy, studenci uniwersyteccy z robotnikami. Dr Sonnenschein będzie uprzejmie mnie zapraszał na zebrania owych kół mieszanych, zdołam więc poznać oba te środowiska. Napisz mi szybko, jakie odniosłeś wrażenia ze zjazdu młodzieży emiliańskiej w Rzymie; chcę też wiedzieć, co się dzieje w naszym Kole. Czy już coś zrobiliście w sprawie samopomocy koleżeńskiej? Pozdrawiam wszystkich przyjaciół, ciebie ściskam serdecznie - Pier Giorgio.

DO ANTONIA VILLANIEGO Pollone

29 sierpnia 1922

Kochany Villani, już dwa czy trzy dni temu zabrałem się na nowo do mechaniki stosowaniej i zacząłem powtarzać statykę graficzną. Wczoraj byłem w Sordevolo, miejscowości niezbyt odległej od Pollone, na uroczystości poświęcenia sztandaru Koła Młodych. Była to uroczystość dość okazała, zwłaszcza z uwagi na to, że Koło w Sordevolo jest jednym z najlepszych w regionie Bielli. Pogoda ciągle czymś grozi ale nie może się zdecydować na deszcz. A ty co porabiasz? Zgódź się na to, by tu przyjechać i spędzić kilka dni w Pollone. Trochę poznałbyś Biellese. Niestety, także tu dotarli najmilsi ... faszyści, wezwani oczywiście przez wielkich patriotów, administratorów Banca Sconto. Zmusili burmistrza do złożenia dymisji, przez co długi Pollone wzrosną, bo trzeba będzie opłacać urzędnika zajmującego się dolą gminy aż do najbliższych wyborów. Napisz rychło. I proszę cię: zrób co możesz, żeby tu przyjechać. Ukłony dla twoich bliskich, dla ciebie moc pozdrowień od Pier Giorgia.

DO GIAN MARIA BERTINIEGO Berlin

14 grudnia 1922

Kochany Bertini, z dnia na dzień oczekuję wieści od ciebie, przede wszystkim wiadomości o Kole, ale ty teraz jesteś zajęty wieloma innymi sprawami i nie myślisz o przyjaciołach, którzy są daleko od ciebie, i nigdy nie piszesz do nich. Od czterech czy pięciu dni leżę w łóżku z lekką grypą, dziś mam już mniej niż 37 stopni temperatury, ciągle między 36,2 a 36,5; mam więc nadzieję, że jutro już wstanę i na koniec tygodnia będę zupełnie zdrowy. Kilka dni temu miałem pojechać do Gdańska, chciałem zwiedzić to miasto, ale przeszkodziła temu choroba. Jutro powinien bym jechać do Polski, ale zamiast tego muszę się zadowolić wyprawieniem tam mojej siostry i ciotki. Potem sam się tam udam, mniej będzie do zrobienia nudnych wizyt. Gdy tylko wydobrzeję, zapuszczę się aż do Katowic, gdzie mam odwiedzić kopalnie węgla, potem zaś wrócę do Berlina, gdzie przeżyję Boże Narodzenie z moimi najbliższymi i z przyjaciółmi niemieckimi, a potem znowu wyruszę w podróż, aby pozdrowić wszystkich moich przyjaciół rozrzuconych po różnych częściach Niemiec. Napisz mi choć parę słów o inauguracji obu Kół i o życiu Koła. Słyszałem, że ty chcesz się wycofać z polityki - ta postawa, kochany Berti, przynosi ci wielką ujmę w tej dobie, gdy nie ma ludzi usposobionych do tego, by dźwigać wielki ciężar kierowania Kołem. A przecież sam się przekonałeś, iż Bóg wspomaga tych, co pracują dla Jego dobra. A więc odwagi! - zgódź się na to, żeby być po raz drugi prezesem. I zapytaj Severiego, czy dostał mój ostatni list i powiedz mu, że domagam się jeszcze wyjaśnienia pewnych kropeczek i półsłówek w jego ostatnim liście, inaczej będę na niego obrażony. Pozdrawiam wszystkich przyjaciół, ciebie najserdeczniej pozdrawiam J.C. - Fra Girolamo.

DO MARCO BELTRAMA Mały św. Bernard

4 marca 1923

Wspaniale dziś tu żyliśmy, odbyliśmy piękną wycieczkę na nartach, z cudownym widowiskiem na Mont Blanc, Aiguilles Noires, na Péterin, zostawiłem serce w tych górach z nadzieją odnalezienia go w tym roku podczas wspinania się na Mont Blanc. Serdeczne pozdrowienia od Pier Giorgia.

Turyn

9 lipca 1923

Kochany Tonino, wczoraj byłem na wysokości 3500 m, aby trochę odetchnąć dobrym powietrzem, i nabrać nowych sił do pomyślnego uporania się z egzaminem z Montela. W sobotni wieczór trochę przemokliśmy, co było niezbyt przyjemne, bo w miejscu noclegów musieliśmy spać w całkowicie mokrym odzieniu. Niedziela zaś potem była jednym z dni przepięknych i z lodowca myśli moje pobiegły ku dalekim przyjaciołom: pragnąłbym, żeby wszyscy tu byli ze mną i mogli się sycić tym cudownym widokiem. Ostatni odcinek był najciekawszy, bo wchodziliśmy na szczyt od tej strony gdzie skały są bardziej strome, ale jednak lepiej ugruntowane. Ale teraz mam obowiązek, żeby już nie myśleć o tych pięknych rzeczach i zabrać się, niestety, do wkuwania termotechniki. Co porabiasz? Nadal konstruujesz? Po piętnastym pojadę znowu do Colonnettiego, żeby się dowiedzieć, czy jest coś nowego w twojej sprawie. Jeszcze raz stokrotnie dziękuję ci za czekan, który bardzo dobrze mi służył. Ukłony dla twoich bliskich, pozdrowienia dla twojej siostry, dla ciebie tysiąc pozdrowień - Pier Giorgio. Myślę, że już dostałeś kartkę, jaką wysłałem z Forno.

Czwartek

19 lipca 1923

Kochany Tonino, wczoraj poszedłem na Politechnikę, chciałem w twojej sprawie porozmawiać z listandorem Colonnettim, ale na kilka dni wyjechał z Turynu. W poniedziałek moja siostra zrobiła magisterium z prawa, miała temat: Prawodawstwo dotyczące wód publicznych, otrzymała 100 % na 100, a do tego pochwałę. Byłem dziś na pogrzebie magistra humanistyki, przyjaciela Bertiniego, turyńskiego korespondenta gazety 'Nazione'. Umarł na suchoty w szpitalu San Luigi i zobaczyłem go dziś zanim go ułożyli w trumnie. Był w pożałowania godnym stanie. Nie mogłem pozostać w pokoju dłużej niż przez dwie minuty, bo już niemal dokonał się rozkład ciała, dłuższe przebywanie tam było niemożliwe. Ale ten widok był dla mnie zbawienny. Zastanowiłem się i pomyślałem, że ja za kilka lat będę w taki stanie, ja też będę budził współczucie pomieszane z odrazą, a jednak czasami dawałem się ponosić ambicjom. Po co? Przecież śmierć to wielka tajemnica, ona jedyna sprawiedliwa, bo nie baczy na niczyją osobę, rozprzęgnie moje ciało i w krótkim czasie w proch je zetrze. Ale oprócz ciała materialnego jest jeszcze dusza, której powinniśmy poświęcić wszystkie nasze siły, aby mogła stanąć przed Najwyższym Trybunałem bez winy, albo przynajmniej z winami małymi, tak, aby po odbyciu kilku lat pokuty w czyśćcu mogła pójść ku pokojowi wiecznemu. Ale jak i kiedy przygotowywać się do tego wielkiego Przejścia? Skoro nie wie się, kiedy śmierć po nas przyjdzie, bardzo roztropne jest, żeby się w każdym dniu gotować na śmierć w tym właśnie dniu. Odtąd będę się starał wszystkie moje dni czynić małym przygotowaniem na śmierć, abym się nie znalazł nieprzygotowany w momencie śmierci i nie musiał opłakiwać pięknych lat młodości jałowych w sensie duchowym. Co porabiasz? Co myślisz o tych postanowieniach, w których z pomocą Łaski Bożej pragnę wytrwać? W tym roku wręcz zwątpiłem w swoje siły, bo dotychczas zdałem tylko zasady termotechniki, potem próbowałem konstrukcji maszyn, ale to źle mi poszło i teraz wróciłem do wkuwania termotechniki, lecz upał mnie zabija: siedzi się kilka godzin przy stole bez żadnego skutku. Nie wiem, czy zdołam to zdać. W każdym razie będę tego lata uparcie się uczył, aby odrobić niepowodzienie, bo inaczej ów dyplom upragniony nigdy nie nadejdzie. W zimie dobrze jest się bawić ale gdy zima dobiega kresu, trzeba brać się do nauki, bo potem upał nie pozwala niczego osiągnąć. Są to rzeczy, które postanawiam każdego roku, a w roku następnym narzucam sobie obowiązek zapomnienia. Zobacz, jak w tym roku jestem przybity. Teraz, gdy tylko zdam ten egzamin, wybiorę się na wspinaczkę na Monviso i jeszcze raz się posłużę tym twoim czekanem, który na razie jest pod moją pieczą, bo dobry Severi wyjechał dziś rano do Modeny. Ukłony dla twoich bliskich i dla twojej siostry. Dla ciebie pozdrowienie serdeczne w Jezusie Chrystusie. Pier Giorgio.

DO MARCO BELTRAMA Piacenza

13 czerwca 1924

Kochany współobywatelu, za parę dni zobaczymy się. Jutro udam się do Montecchio i wykorzystam naftę do pielęgnacji włosów. Wysłałem kartki do wszystkich członków Stowarzyszenia Ciemnych Typów i pokrewnych, a zwłaszcza do obywatelek: przewodniczącej, sekretarki i dyrektorki wycieczek. Salve o współobywatelu, obywatel Robespierre śle ci terrorystyczne strzały z armaty, BUM! P.G.

DO MARCO BELTRAMA Forte dei Marmi

sierpień 1924

Stowarzyszenie 'Ciemnych Typów' (oddział 'Terror').
Oświadcza:
Ukończyliśmy oświadczenie, kiedy do nas dotarła wasza najmilsza salwa armatnia, więc my skwapliwie z Toskanii, a konkretnie z Forte dei Marmi, odpowiadamy wam torpedą. Dobrze powiedzieliście, iż zawsze pozostanie więź nierozerwalna, która będzie nas łączyła na zawsze, a za tę więź uważamy Wiarę, tę, co z nas uczyniła wspólników pieknych wypraw i sprawiła, że na granitowej opoce ufundowało się nasze Stowarzyszenie. I jest to jedyna pociecha, jakiej doświadczamy w tym bólu, że musimy się rozstać z wami, gdybyśmy nie mieli tej nadziei, jakże moglibyśmy dalej żyć, skoro widzimy, że każda radość ludzka niesie ból i niemal każdy ludzki ból niesie radość. Na tej opoce powinniśmy, o Perol, utwierdzić coraz bardziej nasze Stowarzyszenie; przypada nam tak trudne zadanie, nam, których zdobi ten honor, iżeśmy umieli odgadnąć pragnienie drabinki Luotto, później uczynionej Przewodniczącą, wyrażone słowami, jakie w tamtym momencie przyjęły nas tak, że upadło się, jak umarłe ciało pada. Rada Przewodnicząca pozwala nam ufać, iż taka więź będzie mocnym zjednoczeniem, i sądzimy, że nawet wtedy, gdy pójdziemy ku grobowi, zawsze będziemy w modlitwach pamiętać o 'Ciemnych Typach'. Robespierre bardzo chętnie prześle obywatelowi Gritti do Londynu, dziś sławnego dzięki czynom tam dokonanym przez D.W., fotografie z Ciamarelli, lecz musicie napisać do obywatela, żeby poczekał, aż udamy się znowu do Turynu, gdzie będziemy mogli zadysponować fotografiami. Dziękujemy wam z całego serca za adres Przewodniczącej: już wcześniej o niego prosiliśmy sekretarkę, lecz jako że to było zbyt slistplikowane, nie mogli&my tego utrwalić w pamięci. Winniśmy też wam pogratulować pozdrowień, jakie zostawiliście wyjeżdżając z macierzystego miasta Terroru: od większego szczęścia to już się umiera. Także herb przypada nam do gust i przeto nim pieczętujemy to oświadczenie. Terrorystycznie was ściskamy - Pier Giorgio Robespierre.

DO MARCO BELTRAMA Pollone

23 października 1924

Kochany, to już ostatni list przed porzuceniem przez ciebie stanu cywilnego. Nie wypowiadam żadnego życzenia, lecz niechże tobą kieruje Opatrzność według Swoich Planów. Dnia dwudziestego siódmego powędruję do Oropy i u stóp Czarnej Madonny będę się modlił w twojej intencji, chociaż niewiele znaczą moje modlitwy, a ledwo przybędę do Turynu, poślę ci pamiątkę, która, jak ufamy, zawsze powinna łączyć Terror więzią niematerialną: jest to różaniec z nasion z ogrodu, a dołożę do niego medalik Madonny Loretańskiej, aby cię chroniła Najświętsza Dziewica, gdy będziesz przebiegał 'przestronne królestwo wiatrów'. W tym roku także dla mnie wybiła godzina, a więc żegnajcie, wycieczki górskie i w ogóle listitywa C.T. Obliczyłem, że jeśli chcę zdobyć dyplom w marcu, powinienem uczyć się zażarcie od rana do wieczora, także we wszystkie święta, a jeśli odłożę to do lipca, to mogę sobie pozwolić tylko na jedną albo dwie niedziele wolne. Trzeba mi jednak się spieszyć, bo lata lecą jak na skrzydłach, a muszę jeszcze odbyć służbę dla Ojczyzny, lecz potem, kiedy już wrócę do domu będzie przykro, będzie się żałowało życia studenckiego, chociaż teraz z taką tęsknotą oczekuję jego końca. Ale człowiek jest istotą, której nigdy nie można zadowolić, więc to nie dziwi. Jeśli Tina odpowie, a ty będziesz miał trochę czasu, zrobisz mi prawdziwą przysługę, jeśli mię o tym powiadomisz. Severi opowie ci o Clementinie. Jakże to dziwne! Ja już nic nie rozumiem. Wyrazy uszanowania dla twoich bliskich, dla ciebie tysiąc terrorystycznych wystrzałów z armaty. Bum! Bum! Bum! Pier Giorgio.

DO FRANZA MASSETTIEGO

1925

Salve, o Petroniuszu, amici te salutant. Gdy ja to piszę, ty może już jesteś w pociągu i jedziesz ku miastu, temu gorącemu dążeniu, nieokiełznanemu pragnieniu twego ducha, przybywasz uzbrojony w mocną wolę, by w Roku Świętym osiągnąć dyplom, a ja w charakterze obywatela Turynu, siedziby Terroru, witam cię uroczyście. Chciałbym pobiec na stację, aby pierwszy cię pozdrowić, ale niewiedza o godzinie twego przybycia zmusiła mię do napisania tego oświadczenia, abyś wtedy, gdy przekroczysz próg swego pokoju, miał pozdrowienia terrorystyczne. Prosiłbym cię, jeśli zadzwonisz w niedzielę wieczorem, około dziewiętnastej, abyśmy się mogli umówić na pogadanie. Pozdrowienia, obywatelu, salwy armatnie. Robespierre.

DO IZYDORA BONINIEGO Turyn

15 stycznia 1925

Kochany, powinienem bym z pismem zaczekać na list od Ciebie, ale skoro nastał Rok Święty i Namiestnik Chrystusowy otworzył Wrota Sprawiedliwości, wrota, w których wszyscy mamy umocnić się w Łasce, aby dostąpić Nagrody Wiecznej, niegodne byłoby chowanie urazy. Wręczam Ci więc gałązkę oliwną, symbol tego Pokoju, którego trwale szukam. Ach, Izydorze drogi, z każdym mijającym dniem coraz bardziej się przekonuję, jak okropny jest Świat, ile w nim jest nędzy i jak ciężko cierpią dobrzy ludzie, podczas gdy my, których Bóg obdarzył wieloma łaskami, niestety, źle na nie odpowiedzieliśmy. Straszna to prawda, pęka mi od niej głowa, gdy siedzę nad książkami. Ciągle zadaję sobie pytanie: czy będę nadal starał się o to, aby kroczyć dobrą drogą? Czy dane mi będzie wytrwać aż do końca? W tym kłębowisku wątpliwości Wiara, jaką na chrzcie otrzymałem, szepcze do mnie spokojnym głosem: "Własnymi siłami niczego nie dokonasz, ale jeśli Bóg będzie ośrodkiem każdego twego działania, to wytrwasz i dojdziesz do celu". Pragnąłbym sprostać temu wezwaniu, przyjmując jako dewizę słowa św. Augustyna: " Panie, niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie". Ponieważ ziemskie przywiązania jedno za drugim, zadają ból naszemu sercu poprzez oddalenie od tych, których kochamy, chciałbym żebyśmy zawarli przymierze nie znające granic ani w przestrzeni, ani w czasie: zjednoczenie w modlitwie. Wczoraj zgłosiłem się na egzamin do Galassiniego, ale profesor kazał mi się wycofać, bo nie umiałem rysować; twój brat uzyskał 95 punktów na 100. Fotografie, jakie robiłem, świetnie się udały i zaraz ci je przyślę, a ty zechciej przesłać fotografie robione twoim aparatem. Jak ci się wiedzie w życiu? Moje życie, jak chyba zrozumiałeś czytając początek tego listu, przechodzi teraz przez najostrzejszy może okres ciężkiego kryzysu i właśnie w tym momencie moja siostra odjeżdża daleko, więc tylko mnie przypadnie obowiązek, żeby wprowadzić do domu wesołość: muszę w sobie tłumić ponury nastrój, narzucony przez te rozliczne przeciwności, jakie mnie osaczają. Kiedy wreszcie przyjedziesz do miasta, gdzieśmy przeżyli tyle chwil pięknych i radosnych, jakie może już nigdy nie zaświtają, owych chwil, gdy nie mieliśmy żadnych zmartwień i śmialiśmy się beztrosko? Niestety, do mnie one już nie powrócą! Na zewnątrz będę oczywiście zawsze radosny, także po to, aby naszym kolegom mającym inne poglądy okazać, że być katolikiem to znaczy żyć w radości. W głębi duszy jednak, ilekroć zostanę sam, nie będę się wypierał smutku. Pisz do mnie, jeśli masz choć trochę czasu. Wiesz przecież, nie muszę ci o tym mówić, jaką przyjemnością są dla mnie listy od ciebie. Ukłony dla twoich bliskich, których jeszcze nie znam, dla ciebie, najlepsze pozdrowienia w J. C. - Pier Giorgio.

OSTATNI LIST Turyn

3 lipca 1925

To są zastrzyki Converso. Zaświadczenie jest na Sappę. Zapomniałem o nim, odmów je na mój rachunek.

(Pier Giorgio pisze ten list w piątek, sparaliżowaną już ręką, w przeddzień śmierci. W ten dzień członkowie Konferencji św. Wincentego a Paulo odwiedzali biednych. Pier Giorgio chciał aby jego kolega załatwił za niego to czego sam już zrobić nie mógł.)